Obudziły nas dźwięki rozpoczynającego sie dnia ;) hotel w Ella był przy głównej drodze, jak wszystko tutaj ;) tradycyjne śniadanie i w drogę ;) naszym głównym celem na dzisiaj było Safarii w Yala. Aż szkoda ze to nasz ostatni dzień z Nishanta ;(
Zeby poczuć sie lepiej zdobyliśmy najpierw Mala Gore Adama - piękne widoki!! Pózniej kilka zdjeć na tle największego wodospadu na Sri Lance. Pora monsunowa okazała sie w tym przypadku dla naszych zdjeć bardzo korzystna, bo kilka tygodni wcześniej było w tym miejscu duzo mniej wody ;) Nishanta kupił nam pyszna kukurydzę i ruszyliśmy dalej.
Mieliśmy godzinę na zjedzenie obiadu, bo o 14.00 zaczynaliśmy Safariii ;) nio i widziałam smierć w oczach, trafił nam sie młody Kubica ;) ale podobno wszystko kierowcy w Yale sa tacy ;) chociaz Nishanta jeździ bardzo bezpiecznie, czasami nawet zbyt wolno ;) wycieczka była fajna, szkoda ze mamy słaby obiektyw w aparacie bo wiele zdjeć byloby lepszych w większym przybliżeniu! Yale Park to nie zoo, zwierzęta żyją zupełnie naturalnie, w sensie nie są dokarmiane itp jeździliśmy tak prawie 5h. Widzieliśmy tez miejsce gdzie tsunami zniszczyło budynki. Brudni od kurzu wróciliśmy do hotelu, prysznic i kolacja. Wieczór spędzamy w towarzystwie Nishanty, to nasz ostatni wspólny wieczór. Kupiliśmy Lemon Gin, bez tonic nie da sie tego pic, bynajmniej lepiej smakuje dla mnie ;) jutro możemy wyruszyć pózniej wiec nie ma ciśnienia ;)
Podsumowując tydzien zwiedzania - cudowny kraj, wspaniali ludzie, przepyszne jedzenie! Tak powinno byc wszędzie!! ;)
Zdecydowanie można tu odpocząć psychicznie,sie odstresować się i korzystać ze wszystkiego co daje ta piękna wyspa.
Snejk
Ok to już koniec wycieczki objazdowej, od jutra 4-5 dni byczenia sie sie na poludniowej Sri Lance na plazy w Mirissa. Wiec moze czas na kolejne moich zdan.
Rano zdobylismy little adams peak. To co nie udalo sie nam z duzym adams peak udalo sie z malym. A ze nie wiedzielismy ktory szczyt jest wlasciwy zdobylismy tez 2 kolejne okoliczne.
Safari? Niezla jazda. Lokalny Kubica poginal tak ze trzymalismy sie kurczowo barierek jeppa (bez pasow) i modlilismy o zycie. Ale byl fun. Krokodyle, warany, slonie, mangusty, woly, sarny, niby lamparda. I inny stuff. Wszystko na zywo, w lokalnym srodowisku. Fajne. Ale przede wszystkim rozbudzilo apetyt na safari w afryce z lwami i tygrysami i nosorozcami. Moze kiedys.
Powiem szczerze. Uwielbiam mieso. Kocham. Ale na sri lance moglbym byc wegetarianinem i jesc tylko rice and curry. To nie takie danie jak myslicie. Curry to ogolne okreslenie. Taki posilek sklada sie z duuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuzej kopy ryzu i 5 do 8 miseczek z roznymi rodzajami cuury. Jakimi? Curry z kuraka, ryby, ziemniakow, kokosa, kapusty, marchewki, burakow, soczwicy, fasoli, groszku, owocow morza, mango, kwiatow banana i jeszcze dziesiatki innych rodzajow curry. Oczywiscie na ostro. Pyszne. Mozna sie najesc, smaki rozne zupelnie. Kurczakowe curry jadlem ostatnie niemal z przymusu bo wypadalo skoro wzialem. NAJLEPSZE JEDZENIE NA SWIECIE.
Wieczorem 0.7 ginu z Nishanta. Nie dry ginu jak to w polsce ale lemon gin. Posmak nie jalowcowy a cytrynowy. Dla mnie pycha. Moze zwioze buteleczke do polski dla sprobunku. Do tego Nishanta wzial na przegyzke rybke smazona z jeziorka - chrupiaca i pyszna. Milo sie gawedzilo.
Pozdro dla MAMY. Przestraszyla sie tej pijawki co mnie w gorach pogryzla do krwi.Taka natura pijawek. Lubia krew. A skoro sie jej przerwalo posilek to i byla krew. Zycie. Ogolnie niby tu niebezpiecznie - tsunami, weze, krokodyle, sraczka, zatrucia, pajaki, dzicy ludzie itp itd. ale to wszystko nieprawda. a wezy ktorych sie boje a potem szukalem namietnie to nie spotkalem ani w dzungli, ani w krzaczorach w gorach, ani na safari, ani nigdzie. Piekny kraj i mysle bezpieczniejszy niz nasz. nie bylo pojedynczej sytuacji ze czulismy sie jakos zagrozeni. ludzie mili i pomocni. I biedni. mimo ze czasem wyciagaja rece po pieniadze. Ale standardowa stawka to 2,5 zl. Mozna wiec zbiedniec ;)
A i widzielismy dzis miejsca powsiecone tsunami z 2004. Niesamowite jak wysoko moze podejsc taka fala i jak daleko i jakie szkody zrobic... Ale obecnie podobno juz sa takie systemy ze na wiele godzin ludzie beda wiedziec o niebezpieczenstwie.
Apropo owocow z wczoraj. Durian ktorego probowalem na pewnej fotce - obrzydliwy. Wiecie ze w Tajlandii jest zakazane przewozenie go srodkami komunikacji miejskiej bo tak smierdzi? Moim zdaniem owszem smierdzi ale nie ma takiej tragedii. Choc jest zle. Ale gorszy jesst w smaku. A raczej konsystencji. Papaja obrzydliwa dla mnie ale kilka kawalkow zjadlem. Duriana ledwie jeden bo mi bylo wstyd przed lokalsami zeby wypluc. Reszta owocow pycha. A na rano kupilismy sobie lokalny przysmak - Kerd (fonetycznie) - jogurt bawoli z miodem. Cos czuje ze Mel tego nie ruszy i sam bede jadl ;)
Dzisiejszy hotel. Pokoj z jakies 45 metrow, lazienka 3 perciogwiazdki, jestesmy jedynymi goscmi w hotelu bo jest po sezonie wiec skacza przy nas. Mozna zyc :) A teraz spac. Jutro (dzis) Mirissa i lezakowanie i opalanie. PLus wycieczka juz na wlasna reke na ocean i ogladanie wielorybow i delfinow. Moze ocean nie bedzie zbyt wzburzony :)
Kilka fotek :
Zeby poczuć sie lepiej zdobyliśmy najpierw Mala Gore Adama - piękne widoki!! Pózniej kilka zdjeć na tle największego wodospadu na Sri Lance. Pora monsunowa okazała sie w tym przypadku dla naszych zdjeć bardzo korzystna, bo kilka tygodni wcześniej było w tym miejscu duzo mniej wody ;) Nishanta kupił nam pyszna kukurydzę i ruszyliśmy dalej.
Mieliśmy godzinę na zjedzenie obiadu, bo o 14.00 zaczynaliśmy Safariii ;) nio i widziałam smierć w oczach, trafił nam sie młody Kubica ;) ale podobno wszystko kierowcy w Yale sa tacy ;) chociaz Nishanta jeździ bardzo bezpiecznie, czasami nawet zbyt wolno ;) wycieczka była fajna, szkoda ze mamy słaby obiektyw w aparacie bo wiele zdjeć byloby lepszych w większym przybliżeniu! Yale Park to nie zoo, zwierzęta żyją zupełnie naturalnie, w sensie nie są dokarmiane itp jeździliśmy tak prawie 5h. Widzieliśmy tez miejsce gdzie tsunami zniszczyło budynki. Brudni od kurzu wróciliśmy do hotelu, prysznic i kolacja. Wieczór spędzamy w towarzystwie Nishanty, to nasz ostatni wspólny wieczór. Kupiliśmy Lemon Gin, bez tonic nie da sie tego pic, bynajmniej lepiej smakuje dla mnie ;) jutro możemy wyruszyć pózniej wiec nie ma ciśnienia ;)
Podsumowując tydzien zwiedzania - cudowny kraj, wspaniali ludzie, przepyszne jedzenie! Tak powinno byc wszędzie!! ;)
Zdecydowanie można tu odpocząć psychicznie,sie odstresować się i korzystać ze wszystkiego co daje ta piękna wyspa.
Snejk
Ok to już koniec wycieczki objazdowej, od jutra 4-5 dni byczenia sie sie na poludniowej Sri Lance na plazy w Mirissa. Wiec moze czas na kolejne moich zdan.
Rano zdobylismy little adams peak. To co nie udalo sie nam z duzym adams peak udalo sie z malym. A ze nie wiedzielismy ktory szczyt jest wlasciwy zdobylismy tez 2 kolejne okoliczne.
Safari? Niezla jazda. Lokalny Kubica poginal tak ze trzymalismy sie kurczowo barierek jeppa (bez pasow) i modlilismy o zycie. Ale byl fun. Krokodyle, warany, slonie, mangusty, woly, sarny, niby lamparda. I inny stuff. Wszystko na zywo, w lokalnym srodowisku. Fajne. Ale przede wszystkim rozbudzilo apetyt na safari w afryce z lwami i tygrysami i nosorozcami. Moze kiedys.
Powiem szczerze. Uwielbiam mieso. Kocham. Ale na sri lance moglbym byc wegetarianinem i jesc tylko rice and curry. To nie takie danie jak myslicie. Curry to ogolne okreslenie. Taki posilek sklada sie z duuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuzej kopy ryzu i 5 do 8 miseczek z roznymi rodzajami cuury. Jakimi? Curry z kuraka, ryby, ziemniakow, kokosa, kapusty, marchewki, burakow, soczwicy, fasoli, groszku, owocow morza, mango, kwiatow banana i jeszcze dziesiatki innych rodzajow curry. Oczywiscie na ostro. Pyszne. Mozna sie najesc, smaki rozne zupelnie. Kurczakowe curry jadlem ostatnie niemal z przymusu bo wypadalo skoro wzialem. NAJLEPSZE JEDZENIE NA SWIECIE.
Wieczorem 0.7 ginu z Nishanta. Nie dry ginu jak to w polsce ale lemon gin. Posmak nie jalowcowy a cytrynowy. Dla mnie pycha. Moze zwioze buteleczke do polski dla sprobunku. Do tego Nishanta wzial na przegyzke rybke smazona z jeziorka - chrupiaca i pyszna. Milo sie gawedzilo.
Pozdro dla MAMY. Przestraszyla sie tej pijawki co mnie w gorach pogryzla do krwi.Taka natura pijawek. Lubia krew. A skoro sie jej przerwalo posilek to i byla krew. Zycie. Ogolnie niby tu niebezpiecznie - tsunami, weze, krokodyle, sraczka, zatrucia, pajaki, dzicy ludzie itp itd. ale to wszystko nieprawda. a wezy ktorych sie boje a potem szukalem namietnie to nie spotkalem ani w dzungli, ani w krzaczorach w gorach, ani na safari, ani nigdzie. Piekny kraj i mysle bezpieczniejszy niz nasz. nie bylo pojedynczej sytuacji ze czulismy sie jakos zagrozeni. ludzie mili i pomocni. I biedni. mimo ze czasem wyciagaja rece po pieniadze. Ale standardowa stawka to 2,5 zl. Mozna wiec zbiedniec ;)
A i widzielismy dzis miejsca powsiecone tsunami z 2004. Niesamowite jak wysoko moze podejsc taka fala i jak daleko i jakie szkody zrobic... Ale obecnie podobno juz sa takie systemy ze na wiele godzin ludzie beda wiedziec o niebezpieczenstwie.
Apropo owocow z wczoraj. Durian ktorego probowalem na pewnej fotce - obrzydliwy. Wiecie ze w Tajlandii jest zakazane przewozenie go srodkami komunikacji miejskiej bo tak smierdzi? Moim zdaniem owszem smierdzi ale nie ma takiej tragedii. Choc jest zle. Ale gorszy jesst w smaku. A raczej konsystencji. Papaja obrzydliwa dla mnie ale kilka kawalkow zjadlem. Duriana ledwie jeden bo mi bylo wstyd przed lokalsami zeby wypluc. Reszta owocow pycha. A na rano kupilismy sobie lokalny przysmak - Kerd (fonetycznie) - jogurt bawoli z miodem. Cos czuje ze Mel tego nie ruszy i sam bede jadl ;)
Dzisiejszy hotel. Pokoj z jakies 45 metrow, lazienka 3 perciogwiazdki, jestesmy jedynymi goscmi w hotelu bo jest po sezonie wiec skacza przy nas. Mozna zyc :) A teraz spac. Jutro (dzis) Mirissa i lezakowanie i opalanie. PLus wycieczka juz na wlasna reke na ocean i ogladanie wielorybow i delfinow. Moze ocean nie bedzie zbyt wzburzony :)
Kilka fotek :
piekne widoki i te zwierzaki...
OdpowiedzUsuńa folia na łożku- 1 klasa ;))