Mel :
Po 9h lotu (było jakieś opóźnienie chyba ze wglądu na burze) wylądowaliśmy w Colombo! Całkiem sprawnie chociaz nie bez problemów ogarnelismy formalności związane z wizą, poniżej czekanie na bagaż i szukanie Nishanty - naszego przewodnika ..
Wyjście na strefę ogólna lotniska skojazylo mi sie z wyjściem na scenę w teatrze bo stały rzędy krzeseł, na których siedzieli tubylcy w oczekiwaniu na bliskich. Nie omieszkali też każdego turystę ocenić od stop do głów ;) Przewodnika rozpoznaliśmy szybko, kartka "Lukasz" była mocno widoczna :) Nishanta odbierał jeszcze jakaś inna pare Polaków, którzy zahaczyli o kawiarnie ...
Pierwsze wrażenie po wyjściu z terminala - gorąco, gwarnie i kolorowo! Biegiem prawie ( chociaz dla Lankijczykow to pewnie jak zwykły spacer) przeszliśmy na parking, na którym zobaczyliśmy nasz środek transportu - busiki Toyoty, całkiem nowy i przyjemny! Droga do Negombo to ok 20 min jazdy samochodem, pierwsze wrażenia cieżkie ze względu na ruch lewostronny..
Zostaliśmy zakwaterowani w całkiem miłych hotelu, warunki może jak na europejskie stadardy przyciętne, ale lokalizacja super i piękny widok na plaże i ocean! ( łazienka w perciogwiazdkach- 1 bo była bieżąca woda i papier toaletowy ;) Pierwszy dzień mieliśmy na relaks i zaklimatyzwanie sie w upale .. Krótka drzemka zmieniła sie w 4h sen.. Następnie plaża, kąpiel w ocenie - woda jak zupa ciepła i zachęcająca do kąpieli! Jesteśmy na końcówce sezonu wiec turystow ogólnie niewielu, co dla mnie tez jest korzystne bo nie ma tłoku. Pózniej spotkaliśmy sie z Nishanta zeby ustalić plan zwiedzania na cały tydzien, zaproponował nam tez wieczorną wycieczkę po Negambo;-) po spotkaniu poszliśmy coś w końcu zjeść ;-) Snejkuś tradycyjnie zamówił zestaw owoców morza a ja wegetariańskie curry. Było to najlepsze curry jakie jadłam w życiu! Wszystko bardzo świeże i tanie. Za cały posiłek z napojami (Snejkuś piwko ja colę) zapłaciliśmy w przeliczeniu ok 85 zł .. Najedzeni poszliśmy odpocząć do klimatyzowanego pokoju ;-) o 17 spotkalismy sie znow z Nishanta, który zabrał na wycieczkę tuk, tukiem ;-)
Snejkuś stwierdził ze musimy kupić sobie kamerkę hd ( zeby nie było taka jak ma sowa) ja ze to przecież bardziej kamerka do kasku, na co Snejkuś stwierdził ze on może sobie do nazelowanych włosów przyczepić ;)) śmieszy mnie to cały czas ;))
wycieczka fajna, śmiesznie jeździ sie tym tuk tukiem, ogólnie non stop trąbią na siebie wiec jest głośno! Porobiliśmy trochę zdjeć i filmików ;) wracają do hotelu kupiliśmy tradycyjny arrak, który lepiej smakuje niż pachnie ;) pachnie jak bimber! W restauracji hotelowej zamówiliśmy chicken curry, które zjeismy na tarasie obserwując burze i ulewe ;) w dzień słoneczne i upalnie w nocy burza i lało! Takie uroki przełomu kwietnia i maja ;) zasnęłam w 5 min - Snejkuś szybciej! Dzień pierwszy minął ..
Snejkus : od razu sorki za brak polskich liter i poprawek ale nie chce mi sie juz poprawiac na tym laptopie... Za duzo na to schodzi.
Mel w zasadzie wszystko opisala wiec aby sie nie powatarzac ogranicze sie do krotkich uwag czy przemyslen ;)
1. Musimy pisac wspomnienia jeszcze tego samego dnia. Opisuje teraz pierwszy dzien, a jestesmy juz w zasadzie po drugim dniu (wrocilismy do hotelu i ogarniamy sie na kolacje). Przy takim natloku wrazen wszystko sie miesza lub gdzies ulatuje wiec mozna o czyms zapomniec. Na ale ok - teraz tylko pierwszy dzien, drugi opiszemy moze po kolacji lub jutro rano (po kolacji pewnie whisky z Nishanta wiec juz moze nie byc checi).
Lot - Sri Lankan Airlines to nistety nie Etihad jak rok temu i nie ta klasa (bylo kilka filmow do wyboru .. ale lecialy sobie same bez mozliwosci wyboru kiedy zaczyna sie ogladac). Ale jakos zlecialo (jedzenie pyszne) a najlepiej wspominam burze nocna. Mel wtedy spala a jak chialem zeby popatrzyla za okno to nie za bardzo chciala.. ale to bylo niesamowite. Srednio blyskalo co poltora sekundy po kilka razy. To nie zart. I niebo w srodku nocy robilo sie jak w dzien. i tak przez pol godziny. W zyciu czegos takiego nie widzialem. Przyznam sie ze lekki strach byl, szczegolnie ze przez kilka minut zaczelo niezle chybotac samolotem.
Pogoda tutaj - w ciagu dnia upalnie, duszno i ladnie.. choc balem sie ze bedzie gorecej. Duchota w hongkongu byla duzo gorsza. Choc tutaj chyba slonce mocniej i szybciej bierze. Kark mialem spalony juz po kilku godzinach gdzie spedzilem moze 20 minut nad oceanem i pol godziny w restauracji a tak to tylko w klimatyzowanym pokoju na poczatku. Za to w nocy leje bardzo mocno. Ale w nocy i tak spimy.
Ocean - rewelka. Woda ciepla jak zupa. Ale poki co tylko malutkie fale. Moze na poludniu trafimy na wieksze. I wieloryby.. I rekiny ;)
Jedzenie - za nami kilka posilkow (wiecej o samym sposobie jedzenia w relacji z dnia 2ego) ale powiem jedno - RE WE LA CJA. wszystko co zmaawialismy bylo genialne. I smakowaly mi nawet wegetarianskie dania! A ten obiad za 85 zl. Nie jest to malo ale jesli dodam ze bylo to w centrum turystycznego kurortu, w normalnej restauracji i na obiad skladalo sie duuze piwo (0,65), cola, wegetarianskie curry (pewnie mogly by sie na sile najesc dwie osoby - Mel nie dala rady, ja pomagalem) i ogroooomny talerz owocow morza (w polsce w restauracji conajmniej 150 zl by kosztowal - ze 4 homary, ogromne krewetki, male krewetki, jakas ryba, ogromny kawal kalmara i do tego frytki i surowka... i wszystko swieze i prosto z morza. to czego chciec wiecej. Na kolacje curry z kurczaka. Jedna porcja na dwie osoby i ledwo zjedlismy. A kosztowalo w restauracji hotelowej 15 zl. Jak tak dalej pojdzie wroce do domu z 15 kg ciezzszy ;)
Hotel - fajniutki. Lazienka dla mnie na 2 perciogwiazdki ;) Do tego basel hotelowy, wyjscie z hotelowej restauracji prosto na plaze, widok morza z balkonu. Mi pasi. Obsluga tez mila. Klaniali sie w pas co chwila ;)
Węży - poki co brak. Rozgladam sie wszedzie. W pokoju, w lazience, na ulicy itp . Ale poki co zadnego nie widzialem. Podobno nie tak prosto je spotkac. Ale to sie zmieni drugiego dnia :D Mel pogromczyni dusicieli i kobr ;) O tym w kolejnej relacji.
Wrazenie pierwsze ogolnie? Bardzo pozytywne. Przyjazni ludzie, spoko przewodnik ktory nas wszedzie oprowadza, wozi, odpowiada na setki naszych glupich pytan, pomaga wszedzie zeby nas nie oszukali lub nie naciagneli drozej. Pogoda ladna, calkiem tanio. W sumie nie odczulismy po pierwszym dniu jakiegos mocnego szoku kulturowego czy jakiegokolwiek. Troche bardziej odczujemy to po drugim dniu ale tez nie jakos bardzo.
Dobra. Na dzis dosc, bo za duzo tez nie moge pisac. Trzeba dawkowac emocje.
Nizej kilka fotek z pierwszego dnia. Ale malo. Nie ma tu wifi a przez komorke idzie to godzinami. Wiecej jak dorwe wifi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz