czwartek, 8 maja 2014

Sri Lanka - Mirissa

Snejkuś obudził sie z lekkim bólem głowy, co wcale mnie nie dziwi bo w dzień piwka, wieczorem Lemon gin, a na dobranoc końcówka Whisky ;D szybkie śniadanie i ruszyliśmy w drogę, nie było sensu opóźniać wyjazdu, tym bardziej ze Nishanta miał jeszcze ok 200 km do Negombo ( po tym jak zawiózł nas do Mirissy) 

Sama Mirissa to mała mieścina z hotelami, przy cudownej plaży! Zdecydowaliśmy sie na dobry hotel na te ostatnie dni, piękny widok mogliście zobaczyć na fb ;€ super wyszło to zdjęcie. Robione iPhone ;D pożegnaliśmy sie z Nishanta ( miałam łzy w oczach, bo to był super tydzien i naprawdę zaprzyjaźniliśmy sie z nim). Pózniej spacer po plaży, lunch w barze i powrót do hotelu zeby przebrać sie w plazowe ciuszki. 

Mamy w planach zobaczyć delfiny i wieloryby, mamy tez nadzieje ze warunki bedą odpowiednie ( Nishanta tłumaczył jak musi wyglądać ocean zeby była szansa zobaczyć to, za co trzeba sporo zapłacić). Póki co my robimy za wielkie, białe wieloryby ;D po powrocie idziemy na dietę! Zaraz po tym jak najjemy się burgerow w Warburgerze, ja pomidorów i ogórków, kanapki z białego pieczywa i masła ;) i chyba poproszę mamę o mielone z buraczkami :D tak na zakończenie etapu obżarstwa ;)) jedzenie tutaj jest pyszne i tez sobie nie odmawiamy niczego ;) raczej juz nie będziemy pisać codziennie bo przed nami głownie leżing na plazingu i smażing :D mam nadzieje ze mimo wysokiego filtra troche opalenizny złapię ;)

Snejkus :

dodam tylko ze fale w oceanie są ogromne! az sie troche boje je atakowac. woda ciepla jak zupa! 


środa, 7 maja 2014

Sri Lanka - Ella, Yalla (tudzież okolice)

Obudziły nas dźwięki rozpoczynającego sie dnia ;) hotel w Ella był przy głównej drodze, jak wszystko tutaj ;) tradycyjne śniadanie i w drogę ;) naszym głównym celem na dzisiaj było Safarii w Yala. Aż szkoda ze to nasz ostatni dzień z Nishanta ;(

Zeby poczuć sie lepiej zdobyliśmy najpierw Mala Gore Adama - piękne widoki!! Pózniej kilka zdjeć na tle największego wodospadu na Sri Lance. Pora monsunowa okazała sie w tym przypadku dla naszych zdjeć  bardzo korzystna, bo kilka tygodni wcześniej było w tym miejscu duzo mniej wody ;) Nishanta kupił nam pyszna kukurydzę i ruszyliśmy dalej. 


Mieliśmy godzinę na zjedzenie obiadu, bo o 14.00 zaczynaliśmy Safariii ;) nio i widziałam smierć w oczach, trafił nam sie młody Kubica ;) ale podobno wszystko kierowcy w Yale sa tacy ;) chociaz Nishanta jeździ bardzo bezpiecznie, czasami nawet zbyt wolno ;) wycieczka była fajna, szkoda ze mamy słaby obiektyw w aparacie bo wiele zdjeć byloby lepszych w większym przybliżeniu! Yale Park to nie zoo, zwierzęta żyją zupełnie naturalnie, w sensie nie są dokarmiane itp jeździliśmy tak prawie 5h. Widzieliśmy tez miejsce gdzie tsunami zniszczyło budynki.  Brudni od kurzu wróciliśmy do hotelu, prysznic i kolacja. Wieczór spędzamy w towarzystwie Nishanty, to nasz ostatni wspólny wieczór. Kupiliśmy Lemon Gin, bez tonic nie da sie tego pic, bynajmniej lepiej smakuje dla mnie ;) jutro możemy wyruszyć pózniej wiec nie ma ciśnienia ;)

Podsumowując tydzien zwiedzania - cudowny kraj, wspaniali ludzie, przepyszne jedzenie! Tak powinno byc wszędzie!! ;)


Zdecydowanie można tu odpocząć psychicznie,sie odstresować się i korzystać ze wszystkiego co daje ta piękna wyspa.

Snejk

Ok to już koniec wycieczki objazdowej, od jutra 4-5 dni byczenia sie sie na poludniowej Sri Lance na plazy w Mirissa. Wiec moze czas na kolejne moich zdan.

Rano zdobylismy little adams peak. To co nie udalo sie nam z duzym adams peak udalo sie z malym. A ze nie wiedzielismy ktory szczyt jest wlasciwy zdobylismy tez 2 kolejne okoliczne.

Safari? Niezla jazda. Lokalny Kubica poginal tak ze trzymalismy sie kurczowo barierek jeppa (bez pasow) i modlilismy o zycie. Ale byl fun. Krokodyle, warany, slonie, mangusty, woly, sarny, niby lamparda. I inny stuff. Wszystko na zywo, w lokalnym srodowisku. Fajne. Ale przede wszystkim rozbudzilo apetyt na safari w afryce z lwami i tygrysami i nosorozcami. Moze kiedys.

Powiem szczerze. Uwielbiam mieso. Kocham. Ale na sri lance moglbym byc wegetarianinem i jesc tylko rice and curry. To nie takie danie jak myslicie. Curry to ogolne okreslenie. Taki posilek sklada sie z duuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuzej kopy ryzu i 5 do 8 miseczek z roznymi rodzajami cuury. Jakimi? Curry z kuraka, ryby, ziemniakow, kokosa, kapusty, marchewki, burakow, soczwicy, fasoli, groszku, owocow morza, mango, kwiatow banana i jeszcze dziesiatki innych rodzajow curry. Oczywiscie na ostro. Pyszne. Mozna sie najesc, smaki rozne zupelnie. Kurczakowe curry jadlem ostatnie niemal z przymusu bo wypadalo skoro wzialem. NAJLEPSZE JEDZENIE NA SWIECIE.

Wieczorem 0.7 ginu z Nishanta. Nie dry ginu jak to w polsce ale lemon gin. Posmak nie jalowcowy a cytrynowy. Dla mnie pycha. Moze zwioze buteleczke do polski dla sprobunku. Do tego Nishanta wzial na przegyzke rybke smazona z jeziorka - chrupiaca i pyszna. Milo sie gawedzilo.

Pozdro dla MAMY. Przestraszyla sie tej pijawki co mnie w gorach pogryzla do krwi.Taka natura pijawek. Lubia krew. A skoro sie jej przerwalo posilek to i byla krew. Zycie. Ogolnie niby tu niebezpiecznie - tsunami, weze, krokodyle, sraczka, zatrucia, pajaki, dzicy ludzie itp itd. ale to wszystko nieprawda. a wezy ktorych sie boje a potem szukalem namietnie to nie spotkalem ani w dzungli, ani w krzaczorach w gorach, ani na safari, ani nigdzie. Piekny kraj i mysle bezpieczniejszy niz nasz. nie bylo pojedynczej sytuacji ze czulismy sie jakos zagrozeni.  ludzie mili i pomocni. I biedni. mimo ze czasem wyciagaja rece po pieniadze. Ale standardowa stawka to 2,5 zl. Mozna wiec zbiedniec ;) 

A i widzielismy dzis miejsca powsiecone tsunami z 2004. Niesamowite jak wysoko moze podejsc taka fala i jak daleko i jakie szkody zrobic... Ale obecnie podobno juz sa takie systemy ze na wiele godzin ludzie beda wiedziec o niebezpieczenstwie.

Apropo owocow z wczoraj. Durian ktorego probowalem na pewnej fotce - obrzydliwy. Wiecie ze w Tajlandii jest zakazane przewozenie  go srodkami komunikacji miejskiej bo tak smierdzi? Moim zdaniem owszem smierdzi ale nie ma takiej tragedii. Choc jest zle. Ale gorszy jesst w smaku. A raczej konsystencji. Papaja obrzydliwa dla mnie ale kilka kawalkow zjadlem. Duriana ledwie jeden bo mi bylo wstyd przed lokalsami zeby wypluc. Reszta owocow pycha. A na rano kupilismy sobie lokalny przysmak - Kerd (fonetycznie) - jogurt bawoli z miodem. Cos czuje ze Mel tego nie ruszy i sam bede jadl ;) 

Dzisiejszy hotel. Pokoj z jakies 45 metrow, lazienka 3 perciogwiazdki, jestesmy jedynymi goscmi w hotelu bo jest po sezonie wiec skacza przy nas. Mozna zyc :) A teraz spac. Jutro (dzis) Mirissa i lezakowanie i opalanie. PLus wycieczka juz na wlasna reke na ocean i ogladanie wielorybow i delfinow. Moze ocean nie bedzie zbyt wzburzony :)

Kilka fotek :































wtorek, 6 maja 2014

Sri Lanka - Adam's Peak, Nuwara Elija, Ella

Budzik zadzwonił o 1.25 w nocy ;( cieżko było nam wstać, tym bardziej ze czekał nas nocny spacer na Gore Adama. Lekko padał deszcz co tym bardziej nie było zachęcające ...  I może zacznę od końca ta historie gdyż góra nie została przez nas zdobyta ;) a przez co, przez to ze ciamajdy z nas i nie zauwazlismy znaku pokszujacego właściwy  kierunek ;)) co nie zmienia faktu, ze poszliśmy dalej i zrobiliśmy sobie 5km spacer, ciemna nocą w dżungli pól herbacianych i nie tylko ;) po ok 4,5 km skończyła sie nam droga, staliśmy zastanawiając sie WTF?!? Zobaczyliśmy światełka (jedyne światło na trasie to latarki) wiec postanowiliśmy zaczekać na innych wędrowców. A byli nimi Polacy (7 osob) i para irandczykow. Postanowiliśmy iść wspólnie jeszcze kawałek ale widac juz było ze idziemy zła droga, zeszliśmy wiec niżej i zobaczyliśmy rozgałęzienie wiec poszliśmy tAm. Droga jednak prowadzila do jakichs zabudowań, uprzejmy pan (mieszkający w tym domu zainteresowany rozmowami) wyszedł i wytłumaczył nam ze idziemy zupełnie źle i musimy zejść na sam dół! Podsumowując zrobiliśmy ponad 12 km po górach w deszczu w 3,5h nie w tym kierunku co trzeba ;)) byliśmy juz zmęczeni, nie zdążylibysmy juz na wschód słońca, świątynia odcisku stopy Buddy nie wydała nam sie na tyle ważna wiec wróciliśmy do hotelu ;)  Ciamajdy z nas pierwszej klasy ;) na usprawiedliwienie ze nie widzieliśmy znaku dodam, ze było zupełnie ciemno, padało i latarką swiecilismy pod stopy zeby sie nie przewrócić ;)) w hotelu pospalismy jeszcze ze 3h ;)

Nishanta śmiał sie z nas troche ale był tez chyba zły na siebie ze nam nie wytłumaczył dokładniej czy coś .. Powiedział ze jest mu smutno i ze szkoda i ze tyle naszego trudu, a my sie śmiejemy ze to znak ze musimy przyjechać tu jeszcze raz ;) bedzie miał tez ciekawa historie dla kolejnych klientów, ci którzy ja poznają na pewno nie zabłądzą ;P także zasada "nic nie planuj" odnalazła sie w naszej rzeczywistości raz jeszcze ;)) co zrobic - życie ;) wracając kilka osób miało okazje zdejmować z nóg pijawki (Snejkuś jedna przyniósł nawet do hotelu - konkretnie noga krwawila ;) także na podsumowanie uprzedzam ze jeśli chcecie zobaczyć piękne widoki z tej góry o wschodzie słońca szukanie w Google ;)) hehe śmiejemy sie z nas cały dzień ;) 

po śniadaniu ruszyliśmy dalej do Nuwara Elija. Widoki zapierają dech w piersiach! Plantacje herbaty w dolinach wyglądają niesamowicie!! Dziesiątki odcieni zieleni. Punktem programu była fabryka herbaty i degustacyja gotowego produktu, skończyło sie zakupami ;)) droga przez góry nie należy do najbardziej przyjemnych, co chwila w lewo, w prawo, w lewo, w prawo.. Modliło mnie aż troche ;( Nuwara Elija jest nazywana Mała Anglia i tez tak mniejscami wygląda dzięki domkom w stylu wiktoriańskim. Zrobiliśmy sobie wycieczkę na targ po owoce (Snejkuś postanowił spróbow wszystkich- testowalismy tu juz jablka drewniane, papaje, jack fruit, passion fruit, guawe, mango, banany, ananasy, kokosy, duriana) a pózniej rice & curry w jakimś barze. Za 3 porcje plus woda 1.5l zapłaciliśmy w przeliczeniu niecale 20 zł a można sie było naprawdę najeść! Jesteśmy juz w miejscowości Ella i na dzisia koniec ;) aż trudno uwierzyć ze juz tydzien za nami..


Snejkusia pierwszy kęs owocu Duriana ;-)

Ja po pierwszym kęsie pobiegłam wypluc to świństwo w najbliższe krzaki ;) Smierdzi i jeszcze gorzej smakuje, nie mam pojęcie czym się kucharze zachwycają?!?

Pozostałe owoce - pychotka ;)


Plantacje herbaty!



Tutaj, żeby udowodnić teze z poprzedniego postu, ze na Sri Lance psy na straganach sprzedają a Kicunia nic nie robi!




Zeby zrobić sobie zdjęcie też wypada zapłacic, dalismy równowartość 3 kg liści ;) Strasznie ciężka praca, ciężko poruszac się między drzewkami.



Snejkuś zastanawia się czy przejść na buddyzm, ale że wszystkie świątynie na wzgórzach i trzeba chodzić boso stwierdził, że nadal woli udawać że nie ma nas w domu gdy ksiądz chodzi z kolędą ;D

poniedziałek, 5 maja 2014

Sri Lanka - Kandy -> Hutton -> Adam's Peak

Poranek w Kandy. Przyznam,  ze dzisiaj wstawało mi wyjątkowo ciężko i spalabym do 12.00 gdybym tylko mogła. Śniadanie i dojazd na stacje kolejowa, a tam niespodzianka - spóźniliśmy sie na pociąg ;) kolejny za ponad 2h. W samym Kandy brak juz jakis innych wart uwagi atrakcji, inne wymagałoby co najmniej 3h wiec Nieshsnta zaproponował nam zobaczenie hinduskiej świątyni, a jej wyjątkowość polega na tym że jest drewniana. Zgodziliśmy sie wiec i ruszyliśmy zobaczyć ten zabytek ;) świątynia bardzo ładna, cudownie wyrzeźbione w drewnie różnorodne wzory itp. Byliśmy pierwszymi Polakami, których tam zabrał ;) i wg staruszka ktory nas po swiatyni oprowadzal byc moze pierwsi polacy ever ;) nie ma tez o tym w przewodniku ;) 

Wracając na dworcu kupiliśmy bilety (komunikacja kolejowa bardzo bardzo tania i ... BARDZO, BARDZO wolna! Ok 110 km w ponad 3h. Niestety nie dało sie podziwiać widoków przez cała drogę bo padał deszcz ;( naszym przystankiem było Hattun, gdzie czekał na nas juz Nishanta i samochód. Naprawdę fajna opcja taka wycieczka, pociągi maja wygodne i co chwila ktoś chodził i sprzedawał jedzenie lub picie. Naszym celem na jutro jest Góra Adama. Ale póki co i tym co widzieliśmy dzisiaj -cudowne zielone miejsca bo wszędzie wokół są plantacje herbaty! Widoki robią wrażenie, co ne zmienia faktu ze praca jest bardzo ciężka. Liście zbierają wyłącznie kobiety, niektóre wiekiem wyglądają na ok 60-65 lat i starsze. Dziennie przez 8h zbierają ok 10-12 kg liści. Zatrz spaymywaliśmy sie w kilku miejscach zeby zrobić zdjęcia, jesteśmy po sezonie w porze monsunowej wiec nie wyglada to zapewne tak cudownie jak mogłoby wyglądać w innych miesiącach.  

Dotarliśmy do hotelu a ze względu na widoki dostaliśmy pokój, do którego prowadzi ze 100 wysokich schodków! Masakra, dobrze ze nam bagaż wnieśli (za napiwek oczywiście ;) zjedlismy późny lunch i Nishanta pokazał nam jutrzejsza trasę na Gore Adama (bynajmniej jej początek) na której znajduje sie świątynia ;) start o 2 w nocy zeby załapać sie na ew wschód słońca! Oby było go widac bo to prawie 4h spacer!!! Dlatego tez dzisiaj idziemy wcześnie spać ;(

Snejkus

ale jak tu spac jak od pol godziny na zewnatrz  srpiewaja mnisi swoje piosenki.. melodia usypiajaca ale ciezko spac o 18ej...

jak sie mnie pytaja czy dania na ostro to zawsze mowie ze tak .. i do dzis nie trafilem na nic konkretnie ostrego. kurczak Madras z warszawskiego India Express bije wszystko :D

wifi tylko na dole hotelu a nie chce mi sie po raz 3eci tu wspinac (i tak czeka mnie dzis 8h marszu po gorach od 2 w nocy wiec fotek dzis niet :D

oo mamy jaszczurke w pokoju. lazi kolo lampy... dobrze ze nie wąż...

Sri Lanka to niesamowita wyspa. małpy jezdza na rowerach, psy sprzedaja na straganach. fotka moze jutro :) Kiciunia wymięka...

niedziela, 4 maja 2014

Sri Lanka dzień kolejny - Mintale, Kandy i coś tam jeszcze ;)

Poranek wydawał nam się chłodniejszy niz wcześniejsze ale  były to jedynie złudne nadzieje ;) śniadanie w towarzystwie brykających na dachach wiewiórek a ok 9.00 jechaliśmy ku kolejnym punktom na naszej mapie zwiedzania. 

Pierwszy przystanek Gold Budda i świątynia w skale i oczywiście schody, pot lejący sie nie tylko po czole i chodzenie boso. Buty musimy zostawiać w odpłatnych miejscach bo małpy lubią sobie jakis niepilnowane zabrać ;) następnie ruszyliśmy do świątyni (ruin oczywiście) która stoi na stodku wyspy. Świątynia wybudowano 1000 lat temu wiec nie wiem jak oni to zmierzyli ze to byl środek, środek - dodam ze wokół jest jezioro ( w ostatnich latach badano czy faktycznie tak jest i potwierdzili ze tak). 

Kolejnym miejscem, które zwiedzaliśmy była hinduska świątynia, która robi duze wrażenie ze względu na kolory i złote zdobienia. Wejście płatne tylko dla turystów ;) dalalej juz droga do Kandy, dawnej stolicy i jednego z najwiekszych miast na Sri Lance. Najpierw zatrzymaliśmy sie przy Garden - pięknym ogrodzie z różnorodnymi drzewami, krzewami i kwiatami. Niestety bateria w aparacie była na wyczerpaniu wiec tylko kilka zdjęć komórka. Ogród bardzo zadbany, cudowne miejsce na spacery, pikniki itp. Pełno młodych ludzi, mijaliśmy kilka sesji ślubnych tez. Zaczęło troche padać ( co przy tej pogodzie dla mnie jest wybawieniem, szczególnie tez jak zaczyna trochę wiać ;) wiec zadzwoniliśmy po Nishane i ruszyliśmy do hotelu. 

2 godziny odpoczynku, Snejkuś zasnął jak tylko położył głowę na poduszce ;) o 17.00 ubrani od stop do głów ruszyliśmy najpierw na przedstawienie taneczno-muzyczne. W tradycyjnych strojach tancerki i tancerze gimnastykowali sie przed zebrana widownią. Mam nagrania ;) Snejkuś jako wielki znawca muzyki i tańca stwierdził, że choreografia przypomina modern jazz.. (Jasne!?! ;)) po występie poszliśmy do - i tu Was zaskoczę ... (Chwila napięcia)...Światyni Buddy :D ;D ;D ale takiej bardzo ważnej dla mieszkańców Sri Lanki bo to świetnynia dla relikwi - zęba Buddy. Było wielu turystów, i to chodzenie boso.. Troche mało higieniczne wiec dobrze ze spakowałam rożne specyfiki ;) pózniej Nishanta zabrał nas na szybki spacer po Kandy, ale miasto słabo oświetlone i o 20.00 wszystko zamykają wiec nie ma nawet na co popatrzeć. Ogólnie ciemno jest juz od ok 18.30. Zaszlismy do supermarketu zeby kupić wodę i tyle dzisiejszego dnia. Jesteśmy w hotelu i chyba idziemy juz spać ;-)

Net rozłącza co chwilę - foty jutro.