Dzień kolejny - sobota i opis niedzieli bo leniwa ;-)
Tym razem wstaliśmy wcześniej, słowo! :-) Ok 9.30 wyszliśmy juz z hostelu ;D pierwszym punktem na naszej sobotniej trasie był targ Thaling Chan, na którym można kupic/zjeść świeże owoce morza, ryby itp garkuchnie znajdują się na łódkach. Jak juz pisałam preferuje śniadania w nieco innym stylu więc zjadłam tylko Phat tai, a Słodziak obgryzał różnego rodzaju skorupki ;-) Zlapalismy taksówkę ( i tutaj dygresja - taksówki, w których kierowcy zgadzają sie włączyć licznik są naprawdę bardzo tanie, za przejechanie ok 10 km wyszło 12 zł .. Nasze wygodnictwo i branie tuk tukow to jednak niepotrzebne wydawanie pieniędzy) złapaliśmy taksówkę i wybraliśmy sie na kolejny targ, tym razem zakupowy Chatuchak .. Nio i muszę przyznać, że tym razem ja poszalałam a Słodziak pokrzepial sie zimnym changiem ;-) wg przewodnika targowisko zajmuje 14 ha i ma ponad 8000 stoisk! faktycznie mozna sie nachodzić ... Z tego co czytaliśmy to żadna proponowana przez sprzedawcę cena nie jest okazyjna i turyści mocno przepalacają (chociaż wcale tak o tym nie myślę bo kupiłam np koszulkę za 10 zł ;-) upał, tłok spowodowały ze i ja nie dałam rady zbyt długo tam wytrzymać... Za radą taksówkarza ( ktory nas wiózł na ten targ) jako powrotny środek lokomocji wybraliśmy sky train (BTS, czyli kolejka naziemna) naszym przystankiem był plac Siam i ocean world ( ocean world znajduje sie w podziemiach centrum handlowego) jeśli kiedykolwiek do tej pory wydawało mi się, ze np w Arkadii były tłumy podczas wyprzedaży to zmieniam zdanie - Arkadia święciła pustkami w porównaniu z tym co sie działo na placu siam... Ludzi od zaje....nia i jeszcze trochę .. Skuszeni klimatyzacja postanowilismy zjeść cos w koreańskiej restauracji.. Nie wiem po co zamówiłam wieprzowine bo kazdy kawelek mięsa był z kawałkiem tłuszczu ;-( wyjadlam wrzywa i ryż, Snejk wciągnął resztę ;-) chcieliśmy wrócić Taxi, ale były straszne korki a do taksówek kolejka. Pieszo kierowaliśmy sie do hostelu aż jakiś tuk tuk podjechal i za 10 zł wróciliśmy do pokoju ... Kolacje jedliśmy w polecanej wegansko wegetariańskiej knajpie ( okazało sie ze jest 10 metrów od hostelu ;-) ja jestem nią zachwycona, zarówno jedzeniem jak i klimatem .. Siedzi sie na matach przy niskich stolikach, miła dla ucha, nienachalna muzyka. Ceny trochę wyższe bo np za smażony ryż z wyrzywami i ananasem 16 zł ale porcje były tez większe niz w innych miejscach ... Jednym daniem mozna było sie najeść i jeszcze zostało ;-) Słodziak wziął zupę ale jemu średnio pasowało .. Pózniej spacer i piwko na Khao San. cały ten tłum, muzyka (bary obok siebie i kazdy swoją muzykę włącza) i uliczni sprzedawcy potrafią zmęczyć i chyba tylko pod wpływem % odbiór jest lepszy ;-) a ja jeszcze staram sie nie pic zimnych drinków i moze tylko zazdrość przeze mnie przemawia ;-)
Niedziela
I tu mieliśmy problem jak sie zorganizować bo w samym Bangkoku juz nas nic za bardzo nie interesowało zeby konieczie zobaczyć ( przy tyg temperaturach nie ma tez sie ochoty zwycznie spacerować) a z wyjazdową wycieczka to byłoby ryzyko zeby później w odpowiedniej godzinie dojechać na lotnisko.. Dzien leniwy, jedliśmy w vega knajpie i drzemalismy ;-) pózniej na lotnisko, krótki lot Air Asia i jesteśmy w Phuket ;-) wzięliśmy transfer z lotniska do hostelu za 70 zł (ponad 30 km) pokój super jak za 80 zł za nocleg za dwie osoby! Nie ma okien - to minus, ale jest tv (oglądamy siccario, na którym w Polsce byliśmy w kinie zaledwie kilka m-cy temu) . o 11.00 mamy prom na wyspę a tam juz tylko plazing, smażing i lezing ;-)
Robię listę warto / nie warto, umieszcze pewnie pod koniec pobytu bo są rzeczy, z którymi inaczej byśmy sie pewnie zorganizowali- patrząc juz z perspektywy. Nio ale to pierwszy taki wyjazd, na kolejne bedziemy bogatsi o doświadczenia z tego ;-)
Tym razem wstaliśmy wcześniej, słowo! :-) Ok 9.30 wyszliśmy juz z hostelu ;D pierwszym punktem na naszej sobotniej trasie był targ Thaling Chan, na którym można kupic/zjeść świeże owoce morza, ryby itp garkuchnie znajdują się na łódkach. Jak juz pisałam preferuje śniadania w nieco innym stylu więc zjadłam tylko Phat tai, a Słodziak obgryzał różnego rodzaju skorupki ;-) Zlapalismy taksówkę ( i tutaj dygresja - taksówki, w których kierowcy zgadzają sie włączyć licznik są naprawdę bardzo tanie, za przejechanie ok 10 km wyszło 12 zł .. Nasze wygodnictwo i branie tuk tukow to jednak niepotrzebne wydawanie pieniędzy) złapaliśmy taksówkę i wybraliśmy sie na kolejny targ, tym razem zakupowy Chatuchak .. Nio i muszę przyznać, że tym razem ja poszalałam a Słodziak pokrzepial sie zimnym changiem ;-) wg przewodnika targowisko zajmuje 14 ha i ma ponad 8000 stoisk! faktycznie mozna sie nachodzić ... Z tego co czytaliśmy to żadna proponowana przez sprzedawcę cena nie jest okazyjna i turyści mocno przepalacają (chociaż wcale tak o tym nie myślę bo kupiłam np koszulkę za 10 zł ;-) upał, tłok spowodowały ze i ja nie dałam rady zbyt długo tam wytrzymać... Za radą taksówkarza ( ktory nas wiózł na ten targ) jako powrotny środek lokomocji wybraliśmy sky train (BTS, czyli kolejka naziemna) naszym przystankiem był plac Siam i ocean world ( ocean world znajduje sie w podziemiach centrum handlowego) jeśli kiedykolwiek do tej pory wydawało mi się, ze np w Arkadii były tłumy podczas wyprzedaży to zmieniam zdanie - Arkadia święciła pustkami w porównaniu z tym co sie działo na placu siam... Ludzi od zaje....nia i jeszcze trochę .. Skuszeni klimatyzacja postanowilismy zjeść cos w koreańskiej restauracji.. Nie wiem po co zamówiłam wieprzowine bo kazdy kawelek mięsa był z kawałkiem tłuszczu ;-( wyjadlam wrzywa i ryż, Snejk wciągnął resztę ;-) chcieliśmy wrócić Taxi, ale były straszne korki a do taksówek kolejka. Pieszo kierowaliśmy sie do hostelu aż jakiś tuk tuk podjechal i za 10 zł wróciliśmy do pokoju ... Kolacje jedliśmy w polecanej wegansko wegetariańskiej knajpie ( okazało sie ze jest 10 metrów od hostelu ;-) ja jestem nią zachwycona, zarówno jedzeniem jak i klimatem .. Siedzi sie na matach przy niskich stolikach, miła dla ucha, nienachalna muzyka. Ceny trochę wyższe bo np za smażony ryż z wyrzywami i ananasem 16 zł ale porcje były tez większe niz w innych miejscach ... Jednym daniem mozna było sie najeść i jeszcze zostało ;-) Słodziak wziął zupę ale jemu średnio pasowało .. Pózniej spacer i piwko na Khao San. cały ten tłum, muzyka (bary obok siebie i kazdy swoją muzykę włącza) i uliczni sprzedawcy potrafią zmęczyć i chyba tylko pod wpływem % odbiór jest lepszy ;-) a ja jeszcze staram sie nie pic zimnych drinków i moze tylko zazdrość przeze mnie przemawia ;-)
Niedziela
I tu mieliśmy problem jak sie zorganizować bo w samym Bangkoku juz nas nic za bardzo nie interesowało zeby konieczie zobaczyć ( przy tyg temperaturach nie ma tez sie ochoty zwycznie spacerować) a z wyjazdową wycieczka to byłoby ryzyko zeby później w odpowiedniej godzinie dojechać na lotnisko.. Dzien leniwy, jedliśmy w vega knajpie i drzemalismy ;-) pózniej na lotnisko, krótki lot Air Asia i jesteśmy w Phuket ;-) wzięliśmy transfer z lotniska do hostelu za 70 zł (ponad 30 km) pokój super jak za 80 zł za nocleg za dwie osoby! Nie ma okien - to minus, ale jest tv (oglądamy siccario, na którym w Polsce byliśmy w kinie zaledwie kilka m-cy temu) . o 11.00 mamy prom na wyspę a tam juz tylko plazing, smażing i lezing ;-)
Robię listę warto / nie warto, umieszcze pewnie pod koniec pobytu bo są rzeczy, z którymi inaczej byśmy sie pewnie zorganizowali- patrząc juz z perspektywy. Nio ale to pierwszy taki wyjazd, na kolejne bedziemy bogatsi o doświadczenia z tego ;-)












