czwartek, 28 stycznia 2016

Bangkok - środa

Dzien 4 wstaliamy późno (chyba każdy post tak zaczynam-zmiana czasu powoduje ze późno chodzimy spać a rano ciężko sie podnieść ;-) na dzisiaj zaplanowaliśmy Plac Siam (na którym są 4 wielkie centra handlowe, muzeum sztuki współczesnej i pełno betonu bo jest to tez umieszczona na wiaduktach stacja kolejki naziemnej BTS, wiec plac Siam tylko z nazwy jest placem ;-) Poruszamy sie pieszo więc w drodze na plac udało się wejść na Złota Górę i podziwiać panoramę miasta, weszliśmy tez do świątyni stojącego Buddy. Pózniej zwiedzilismy dom Jima Thompsona ( amerykanina, który był agentem wywiadu, a po zakończeniu służby postanowił osiedlić sie w Tajlandii. Robił biznes na tkaniu jedwabiu i zbudował dom w starym stylu tajlandzkim z oryginalnych elementów innych budowli, kolekcjonowal tez działa sztuki. Zaginął bez śladu w dżungli w Malezji i został uznany za zmarłego a jego dom stal sie swoistym muzeum - kupuje sie bilety i czeka aż uzbiera sie grupa. Pani nawet ciekawie opowiadała i mozna bardziej skorzystać bo na pewno na wiele rzeczy nie zwróciłabym uwagi. Był tez sklep z rzeczami z jedwabiu i oczywiście mój wysublimowany gust skierował moje oczy na piękną chustę za 900 zł - w dotyku bajka. Nio ale cena zniechęciła. Kolejnym punktem był park Lumphini (jechaliśmy tam tuk tukiem i kierowca dziwił sie ze tam chcemy bo "tam przeciez nie nie ma" ... Ale było - cisza i spokój ;-) mozna było odpocząć od gwaru miasta, ulicznych korków. Trochę taki central park ;-) wychodząc z parku trafiliśmy na garkuchnie i Słodziak postanowił cos sobie ugotować ( zdjęcia wyjaśnią ;-) zależało nam zeby zdążyć na zachód słońca, który podziwiać mozna z hotelowego Moon Baru i tu się zaczęło ;-) dla mnie po prostu WOW!!! I to WOW WOW WOW!!!!!! Widok niesamowity, jest to chyba 61 piętro (wjeżdża sie na 59 i dwa wchodzi po kontroli stylu ;-) Snejk niestety nie zaliczył i dostał spodnie z długimi nogawkami ;-) wyglądał nieziemsko......śmiesznie .... ;D ludzi sporo, na szczęście mieliśmy miejsca siedzące przy barze. Ceny jak to w hotelu i atrakcji turystycznej, drink ok 60 zł ale było warto ;-) wypilimy po dwa i ja juz po sobie czułam % ;-)) mi opadla szczęka bo dopiero miałam okazje zobaczyć jakie to miasto jest gigantyczne! Spacerując miedzy uliczkami tak sie tego nie odczuwa, zupełnie inna perspektywa. najchętniej spędzalabym w tym Moon Barze kazdy wieczor! ;-) jako ostatni punkt w dzisiejszym grafiku była dzielnica rozrywki - Patpong. Uliczki bazarowe oferujące różności, ja kupiłam klapki ;-) byliśmy tez w 3 klubach go-go (opisywanych jako rekomendowane ;-) ale sami możemy zarekomendować tylko jeden z nich ;-))) w każdym wypilimy po piwku, wiec do hostelu wracaliśmy juz taksówka, ale ze nocbyła młoda to jeszcze na Khao San zjedlismy kolacje (Lukasz pieczonego skropiona)  i wypilimy wiaderko z drinkiem (cola, whisky i redbull) i tym optymistycznym akcentem zakończyliśmy dzisiejszy dzień ;-)






















































2 komentarze:

  1. Słodziak będzie mieć fajne zdjęcia z tego wyjazdu ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Słodziak będzie mieć fajne zdjęcia z tego wyjazdu ;-)

    OdpowiedzUsuń