czwartek, 28 stycznia 2016

Bangkok czwartek

Obudził nas gwar miasta ... I kac morderca ;P szybkie "śniadanie" ( ja tosty a Snejk zupa)  bo na 14.00 chcieliśmy zdążyć na pokaz węży na Farmie Węży - jest to centrum badawcze, w którym hoduje sie jadowite węże i pobiera jad na surowice. Ciekawie zorganizowane miejsce bo mozna pooglądać rożne gatunki żywych węży ale i np szkielety kilkumetowych osobników ;-) Lukasz zwany Snejkiem łaził ciągle za moimi plecami, gdyby przypadkiem któryś z gadów chciał go ugryźć ( w końcu obiecałam wyjść za niego a pierścionek to widocznie rekompensata gdybym faktycznie została ukąszona ;-)) nie dał sie namówić na zdjęcie po zakończeniu pokazu - ja owszem ;-) następnie wybraliśmy sie do  hinduskiej świątyni. Wciśnięta miedzy budynki, totalnie inny styl niz te z postacią Buddy .. I niestety nie mozna robic w środku zdjeć ;-) obok China Town są tez niby "Małe Indie" i owszem widzieliśmy z 5 Hindusów i tyle ;P nałazilismy się tylko okrutnie w poszukiwaniu jakiejs fajnej restauracyjki z curry a skończyło sie dimsumami w jakiejs sieciowce - całkiem smaczne, zjadłam nawet z mięsem ;-) powrót Taxi do hostelu i leżymy. Nie możemy dogadać sie co zwiedzać w kolejne dni bo ja chciałabym wyjazdowa wycieczkę poza Bangkok, Slodziak niekoniecznie .. Wiec zobaczymy, póki co nie odzywamy sie do siebie ;-) hehe a to dlatego tylko ze tradycyjnie od klimy mam chrype i zmieniony głos a nie chce zeby ktoś wziął mnie za faceta ;P jest dużo cieplej niz pierwszego dnia/wieczoru, czujemy juz zmęczenie w mięśniach wiec moze i jutro skuszę sie na masaż - wg przewodnika to obowiązkowy punkt ;-)


















































 mała aktualizacja : wyszliśmy jeszcze na miast, ja skorzystałam z rybiego spa i masażu stóp - rewelacja! za 30 zł ;-) Snejk w tym czasie kręcił się po Khao San, kto wie może skorzystał z ping-ponga ;P

1 komentarz:

  1. Zdjęcia super ;-) węża giganta, którego trzyma 2 mężczyzn nie chciałabym spotkać na swojej drodze :-)

    OdpowiedzUsuń